Landing, one-pager albo strona firmowa. Od inspiracji prosto do kodu.
Nie rysuję makiet w Figmie i nie wysyłam trzech wersji do wyboru. Zbieram referencje, ustalamy kierunek i buduję od razu w kodzie — to, co zobaczysz w przeglądarce, jest tym, co dostaniesz. Krócej i bez etapu, za który i tak musiałbyś zapłacić.
Landing to jedna strona pod jedną decyzję: wejście, przeczytanie, kontakt. Nie ma menu do zwiedzania, bo każde dodatkowe kliknięcie to miejsce, w którym ktoś odchodzi. Sprawdza się przy jednej usłudze, jednym produkcie albo kampanii, która ma gdzieś kierować.
One-pager to ta sama technika przy szerszej treści — usługi, realizacje, o mnie, kontakt, wszystko na jednym przewijaniu z nawigacją, która skacze do sekcji. Wygląda jak większy serwis, a zachowuje tempo landingu.
Strona firmowa to osobne adresy dla osobnych tematów: każda usługa na swojej stronie, cennik na swojej, kontakt na swojej. Kosztuje więcej i trwa dłużej, ale to jedyny układ, w którym Google ma co pokazać na różne zapytania. Jeśli zależy Ci na wyszukiwarce, to jest ta opcja — nie landing.
Nie zawsze doradzę największą. Jeśli masz jedną usługę i nikt nie szuka pięciu różnych rzeczy, które robisz, to strona firmowa będzie pięcioma pustymi adresami zamiast jednego dobrego.
Klasyczna kolejność wygląda tak: makieta w Figmie, poprawki na makiecie, akceptacja makiety, dopiero potem kod. Płacisz wtedy dwa razy za tę samą stronę — raz za obrazek, raz za działającą wersję. A obrazek i tak kłamie: nie ma w nim animacji, nie ma zachowania na telefonie, nie ma tego, jak tekst się łamie przy dłuższej nazwie.
U mnie ustalamy kierunek na referencjach — pokazujesz, co Ci się podoba, mówię, co z tego da się zrobić dobrze, a co będzie wyglądać tanio. Potem buduję w kodzie i dostajesz link do podglądu. Poprawki nanosisz na czymś, co działa, a nie na rysunku.
Kompromis jest uczciwy: nie zobaczysz całości, zanim nie zacznę. Jeśli potrzebujesz zaakceptować każdy piksel przed startem, to nie jest sposób pracy dla Ciebie i lepiej, żebyśmy wiedzieli to od razu.
Astro dostajesz, kiedy strona ma głównie treść — firmowa, portfolio, blog, landing. Wysyła do przeglądarki prawie zero JavaScriptu, więc ładuje się szybko na słabym telefonie i w gorszym zasięgu. Ta strona, którą właśnie czytasz, stoi na Astro.
Next.js wchodzi, kiedy w środku ma się coś dziać — logowanie, panel, dane, które się zmieniają w trakcie. Wtedy Astro byłoby walką z narzędziem.
To nie jest wybór, którym musisz się przejmować. Pytam, co strona ma robić za rok, i dobieram sam. Ważne jest to, co z tego wynika: obie opcje to zwykły kod w twoim repozytorium, nie zamknięty kreator, z którego nie da się wyjść.
Nie robię na WordPressie. Nie znam PHP i nie zamierzam udawać, że znam — dostałbyś stronę, której nie umiałbym naprawić, gdyby coś się zepsuło. Jeśli masz już WordPressa i chcesz przy nim zostać, to nie jest zlecenie dla mnie.
Nie sprzedaję szablonów z marketu z podmienionym logo. Nie dlatego, że są złe, ale dlatego, że wtedy płacisz mi za coś, co możesz kupić sam za 60 dolarów.
Nie obiecuję konkretnego miejsca w Google. Struktura pod wyszukiwarkę wchodzi w cenę — to opisuje osobna strona — ale pozycja zależy od konkurencji, której nie kontroluję.
Landing zaczyna się od 1 500 zł. Cena jest stała i ustalona przed startem, nie rozliczam się godzinowo. Większe serwisy wyceniam po tym, jak powiesz, co strona ma robić — pełne widełki są na stronie z cennikiem.
Landing to zwykle kilka dni roboczych, strona firmowa dłużej — zależy od liczby podstron i od tego, jak szybko wraca do mnie treść. Termin podaję razem z ceną, przed rozpoczęciem pracy.
Tak, zawsze i w całości. Strona może stać na moim Vercelu albo na twoim koncie — jak wolisz. Nie ma sytuacji, w której musisz zostać ze mną, bo inaczej stracisz stronę.
Nie. Nie znam PHP, więc zbudowałbym coś, czego nie umiałbym potem naprawić. Buduję w Astro albo Next.js, a treści edytujesz przez Sanity, jeśli CMS jest potrzebny.
Tak, i to sprawdzone, a nie założone. Telefon, tablet i desktop przechodzę ręcznie przed oddaniem — większość ruchu na stronach firmowych przychodzi z telefonu, więc to nie jest dodatek.
Nie muszą być gotowe, ale muszą być twoje — potrzebuję wiedzieć, co strona ma mówić. Poprawię i poukładam to, co przyślesz. Nie wymyślam za klienta, czym się zajmuje.