Żeby Google Cię znalazł — lokalnie i w całej Polsce.
SEO to nie magia, tylko porządek: jedna strona na jedną frazę, nagłówki, które coś znaczą, poprawne dane strukturalne i sitemapa, która się zgadza z rzeczywistością. Robię to przy budowie, a nie sprzedaję jako dopłatę po fakcie.
Najczęstszy błąd, jaki widzę, to jedna strona próbująca złapać wszystko. Jest „oferta", w której leżą razem strony, sklepy, aplikacje i grafika, i Google nie wie, na co ją pokazać — więc nie pokazuje jej na nic. Dwie twoje własne podstrony walczące o to samo zapytanie to trzeci wariant tego samego problemu.
Poprawka jest nudna i skuteczna: rozdzielić tematy na osobne adresy, dać każdemu jeden nagłówek H1 mówiący wprost, o czym jest strona, i przestać powtarzać tę samą frazę wszędzie. Wtedy każda strona ma jedno zapytanie do wygrania zamiast dziesięciu do przegrania.
To decyzja o strukturze, nie o tekście, więc zapada przy budowie. Doklejanie jej rok później oznacza przenoszenie adresów i przekierowania — da się, ale kosztuje więcej niż zrobienie tego od razu.
Tytuły i opisy pisane pod konkretne zapytanie i pod długość, która nie ucina się w wynikach. Każdy inny — skopiowany opis na dwudziestu podstronach to sygnał, że nikt nad tym nie siedział.
Dane strukturalne, żeby Google rozumiał, że to firma usługowa, co sprzedaje, w jakich cenach i gdzie działa, a nie tylko widział tekst na ekranie.
Sitemapa, która zgadza się z rzeczywistością — bez adresów zwracających błąd i bez wpisów obiecujących tłumaczenia, których nie ma. Do tego poprawny hreflang, jeśli strona jest dwujęzyczna.
Szybkość, bo wolna strona traci ludzi jeszcze przed przeczytaniem pierwszego zdania. Astro pomaga tu z definicji: mniej JavaScriptu do wysłania to mniej do wczytania.
Search Console podpięta i sitemapa zgłoszona przed oddaniem strony, żeby od pierwszego dnia zbierały się dane, a nie żeby ktoś odkrył za pół roku, że nic nie było mierzone.
Nie obiecuję pierwszego miejsca. Kto obiecuje, albo mówi o frazie, której nikt nie szuka, albo liczy na to, że nie sprawdzisz. Pozycja zależy od konkurencji, a konkurencji nie kontroluję.
Nie kupuję linków i nie prowadzę wymiany linkowej. Krótkoterminowo działa, długoterminowo to ryzyko, które zostaje na twojej domenie, nie na mojej.
Nie prowadzę miesięcznego abonamentu SEO. To, co robię, to porządek wbudowany w stronę — jednorazowa robota, którą albo się zrobiło, albo nie. Jeśli szukasz kogoś do stałej opieki nad pozycjami i budowania treści co miesiąc, potrzebujesz agencji SEO, nie mnie.
Nie piszę tekstów pod frazy, żeby zapełnić stronę. Sto słów, które odpowiadają na pytanie, wygrywa z tysiącem, które je omijają.
Pracuję zdalnie, więc realizuję zlecenia z całej Polski — i tak samo ustawiam stronę: dane strukturalne mówią, że obszarem działania jest kraj, a nie jedno miasto.
Jeśli twoja firma ma fizyczny adres i klientów z okolicy, to jest inna gra i mówię o niej wprost: tam wygrywa wizytówka Google z opiniami, a nie sama strona. Strona ją wspiera i domyka kontakt, ale nie zastąpi jej w mapkach.
Nie zakładam za ciebie fałszywego adresu, żeby złapać lokalne wyniki w mieście, w którym cię nie ma. To działa do pierwszej weryfikacji.
Nie i nikt uczciwy nie gwarantuje. Odpowiadam za to, co jest po mojej stronie: strukturę, tytuły, dane strukturalne, sitemapę i szybkość. Pozycja zależy też od konkurencji, na którą nie mam wpływu.
Struktura pod wyszukiwarkę tak — to część budowy, nie dopłata po fakcie. Osobno wyceniam tylko sytuację, w której trzeba naprawić istniejącą stronę, bo tam praca zaczyna się od rozplątywania tego, co już jest.
Nowa strona potrzebuje tygodni na indeksację i miesięcy na to, żeby pozycje się ustabilizowały. Każdy, kto mówi o efektach w dwa tygodnie, mówi o frazie na własną nazwę firmy — tę wygrywa się od razu i nic z niej nie wynika.
Tylko jeśli twoi klienci faktycznie czegoś szukają przed zakupem i możesz na to odpowiedzieć lepiej niż konkurencja. Blog prowadzony z obowiązku to koszt bez zwrotu — wtedy odradzam.
Ustawiam stronę tak, żeby wspierała lokalne wyniki, ale przy firmie z adresem najwięcej daje wizytówka Google i opinie, a to nie jest strona internetowa. Powiem ci, gdzie leży granica, zamiast sprzedawać jedno pod drugie.
Jeśli nie stoi na WordPressie — tak. Zaczynam od sprawdzenia, co jest zaindeksowane, co zwraca błędy i czy podstrony nie konkurują ze sobą, bo zwykle właśnie tam leży problem, a nie w treści.