Przejdź do treści
Logo
Main content
Czyj jest kod Twojej strony?
biznes prawo hosting współpraca

Czyj jest kod Twojej strony?

M
Mateusz Pawluk

Zapłaciłeś za stronę. Jest twoja, prawda?

Prawdopodobnie nie. I dowiesz się o tym dopiero w dniu, w którym będziesz chciał odejść.

Ten tekst jest o rzeczy, której nikt nie tłumaczy klientom, bo połowa branży żyje właśnie z tego, że klient nie wie.

Trzy rzeczy, które ludzie mylą

Kiedy mówisz „moja strona”, masz na myśli jedną rzecz. W rzeczywistości są trzy i mogą należeć do trzech różnych osób.

Domena — adres. twojafirma.pl. Kupuje się ją u rejestratora, płaci co roku.

Hosting — miejsce, gdzie strona stoi. Serwer albo konto na platformie.

Kod — sama strona. Pliki, które sprawiają, że cokolwiek się wyświetla.

Możesz mieć domenę, nie mieć hostingu i nie mieć kodu. Wtedy masz adres prowadzący donikąd. To nie jest teoretyczne — widziałem to trzy razy.

Jak to wygląda w praktyce

Domena zarejestrowana na wykonawcę. Bardzo częste, bo „on to ogarnął”. Problem pojawia się, gdy chcesz odejść: domena jest jego własnością, nie twoją. Możesz o nią poprosić. Może się zgodzić. Nie musi.

Sprawdź teraz, zanim skończysz czytać: wejdź na dns.pl albo dowolne WHOIS i zobacz, kto jest abonentem twojej domeny. Jeśli to nie ty ani nie twoja firma — masz problem, o którym nie wiedziałeś.

Strona na koncie wykonawcy. Stoi na jego serwerze, jego WordPressie, jego koncie. Płacisz „abonament”. Kiedy przestajesz płacić, strona znika. Nie została ci nawet kopia.

Kod, którego nigdy nie dostałeś. Najczęstsze. Zapłaciłeś za stronę, strona działa, wszystko gra — ale nigdy nie dostałeś plików. Nie prosiłeś, bo skąd miałbyś wiedzieć, że trzeba. Kiedy przychodzi moment zmiany wykonawcy, nowy pyta „masz kod?”, a ty nie masz. Więc zaczyna od zera, a ty płacisz drugi raz za to samo.

Konstrukcje na cudzych platformach. Strona zbudowana w kreatorze, którego ty nie masz i nie możesz mieć. Nie da się jej przenieść. Nie dlatego, że ktoś jest złośliwy — po prostu nie istnieje poza tamtym kontem.

Co mówi prawo (w skrócie i bez prawnika)

Tu jest rzecz, która zaskakuje najbardziej: zapłata za wykonanie nie oznacza automatycznie przeniesienia praw autorskich.

W polskim prawie przeniesienie majątkowych praw autorskich wymaga umowy na piśmie i wskazania pól eksploatacji. Bez tego — nawet po zapłaceniu pełnej kwoty — prawa zostają u twórcy, a ty masz w najlepszym razie licencję.

Brzmi absurdalnie, ale tak to działa. I dlatego umowa na stronę nie jest formalnością.

To nie jest porada prawna — nie jestem prawnikiem. To jest sygnał, żebyś przeczytał, co podpisujesz, i żebyś nie zakładał, że „zapłaciłem, więc moje”.

Jak to robię u siebie

Mówię wprost, bo to jedna z niewielu rzeczy, które faktycznie mnie odróżniają.

Kod jest twój. Zawsze, bez proszenia, bez dopłaty. Po wdrożeniu dostajesz cały projekt spakowany. Nie „na życzenie” — domyślnie.

Hosting: u mnie albo u ciebie, jak wolisz. Stoi na moim Vercelu, bo tak jest najprościej? Dobrze. Chcesz na swoim koncie? Też dobrze, przenosimy. Jedno zastrzeżenie, żeby nie było niespodzianki: jeśli mam pracować na twoim GitHubie, potrzebuję zaproszenia do współpracy, a ty potrzebujesz płatnego planu Vercel — na darmowym po prostu nie mam jak wysyłać kodu. To ograniczenie platformy, nie mój wymysł.

Domena zawsze na ciebie. Mogę pomóc kupić i podpiąć, ale abonentem jesteś ty. Nie chcę być właścicielem twojego adresu.

Skrzynkę firmową podepnę w cenie, ale usługę kupujesz sam, na swoje konto. Ten sam powód.

Efekt jest taki, że nie jesteś ze mną związany. Jeśli za rok znajdziesz kogoś lepszego albo tańszego — bierzesz folder z kodem i idziesz. Nie muszę cię trzymać zależnością, bo wolę, żebyś został, bo chcesz.

Co zrobić, jeśli już masz stronę

Pięć pytań. Zajmą ci dziesięć minut, a mogą oszczędzić kilka tysięcy.

  1. Kto jest abonentem domeny? Sprawdź w WHOIS. Jeśli nie ty — poproś o przeniesienie. Dziś, gdy jesteście w dobrych stosunkach, nie za rok w trakcie kłótni.
  2. Gdzie stoi strona i na czyim koncie? Jeśli na cudzym, zapytaj, co się stanie, gdy przestaniesz płacić.
  3. Czy masz kod? Jeśli nie wiesz — nie masz. Poproś o paczkę.
  4. Co podpisałeś? Poszukaj słów „przeniesienie autorskich praw majątkowych”. Jeśli ich nie ma, prawa prawdopodobnie nie są twoje.
  5. Czy da się to przenieść? Zapytaj wprost: „gdybym chciał przenieść stronę do innego wykonawcy, co dostanę?”. Odpowiedź powie ci wszystko.

Dlaczego o tym piszę

Bo to najtańsza rzecz, jaką możesz zrobić dla swojej firmy, a kosztuje wyłącznie zadanie pytania.

Nie twierdzę, że każdy wykonawca trzymający twoją domenę jest cwaniakiem. Większość po prostu „ogarnęła”, bo klientowi nie chciało się zakładać konta, i nikt nigdy o tym nie pomyślał. Problem w tym, że skutek jest identyczny, niezależnie od intencji: kiedy chcesz odejść, nie możesz.

Uczciwy wykonawca odda ci wszystko bez marudzenia. Zadaj pytanie i zobacz, co usłyszysz — sama reakcja jest odpowiedzią.

Chcesz stronę, którą naprawdę będziesz miał na własność? Napisz. Warunki są w cenniku, a kod jest twój od pierwszego dnia.

Dzięki za przeczytanie